mlodedrwale - arcyciekawy i przewspaniały blog o wszystkim

Kulinaria Wszystkie

Dzień dobry!

Jako że ostatnio blog został zdominowany przez wpisy mające charakter raczej techniczny, a jak głosi logo jest to blog o wszystkim, to dzisiejszy wpis będzie miał charakter domatorsko – rolniczy!

Któż z nas – mieszczuchów (ten wpis kierowany jest głównie do mieszczuchów, mieszkańcy wsi i wiosek mają są w tej dziedzinie uprzywilejowaną pozycję – nie muszą hodowli prowadzić w domu, w doniczkach) nie chciał spróbować pysznych i zdrowych płodów rolnych z własnego ogródka? Któż nie marzył o tym, by po miesiącach doglądania, podlewania i szeroko pojętej troski nie spróbować świeżutkich, ekologicznych jak nie wiem co warzywek z własnej grządki? No właśnie! Pewnie większość nie marzyła, ale są takie osobniki które marzyły i ja się do takich zaliczam!

Już wiele lat temu podjąłem próby hodowli pomidorów na parapecie, czego skutkiem było wyhodowanie 1,5 metrowego krzaka, który wydał na świat dwa małe, rahityczne pomidorki, wyglądało to mniej więcej tak:

Pomidor wyhodowany z nasionka na parapecie w bloku

Zniechęcony słabymi wynikami – wielomiesięczna troska zaowocowała dwoma rachitycznymi owocami i krzakiem wielkości choinki – postanowiłem porzucić myśli o działalności rolniczej w domu!

Ale coś nie dawało spokoju i tym czymś nie był tylko Mistrz Miyagi robiący ćwiczenia z korespondencyjnego kursu stepowania, ale także rosnąca chęć podjęcia kolejnych prób, nie możliwe że się nie da myślałem! I właśnie wtedy wpadłem na pomysł, by może wyhodować papryczki chili – nawet jeśli wyrosną tylko dwa rachityczne owoce, to i tak starczą na dłużej, niż te pomidorki. Jak pomyślałem tak zrobiłem – kupiłem papryczkę chili, wygrzebałem z niej nasionka i zasiałem w podłużnej doniczce postawionej na parapecie. Ku mojej ogromnej radości po paru tygodniach roślinki wykiełkowały! Kiedy miały już paręnaście centymetrów mój genialny kot pomyślał, że doniczka z kiełkującymi płodami rolnymi dzięki temu, że jest umiejscowiona na słonecznym parapecie doskonale nadaje się jako nagrzewnica do kotów. Jak pomyślał, tak zrobił – położył się na papryczych pędach czym zniweczył je haniebnie!

Ja jednak nie poddałem się, spenetrowałem zasoby internetu w poszukiwaniu nasion – okazuje się, że w internecie można kupić nasiona bardzo wielu różnych odmian ostrych papryczek. Poza tym, co nie bez znaczenia wyprowadziłem się od kota – papryczanego zabójcy (bez obaw nie mieszka teraz sam) i postanowiłem ponowić próbę, tym razem z ogromnym sukcesem!

Zakupiłem nasiona trzech odmian papryk: jamaican yellow, jalapeno (n powinno być z taką pogiętą tyczką nad n, wiadomo o co chodzi) oraz piri – piri.

Nasiona przed posianiem należy namoczyć przez 24 h

Namaczanie nasion ostrych papryczek

Następnie do plastikowego pojemnika z pokrywką wsypałem ziemię ogrodniczą i posiałem nasiona:

Ostre papryczki chili tuż po wysiewie

Ziemia sięga do połowy pojemnika, jednak lepiej byłoby nasypać jej więcej! Ja po prostu kupiłem jej za mało!

Po około 2 tygodniach pojawiły się kiełki

Kiełkujące ostre papryki chili

Kiełki rosną bardzo szybko, kiedy osiągną kilkanaście centymetrów trzeba je przesadzić do większej, wysokiej doniczki. Ja oczywiście tego nie zrobiłem – zawirowania życiowe, kolejna przeprowadzka opóźniły przesadzenie, bałem się nawet, że nic nie będzie z roślinek. Nie mam niestety z tego czasu zdjęć. Poniższa fotografia to pierwsze zdjęcie jakie wykonałem już po przesadzeniu roślinek:

Papryczki po przesadzeniu na parapecie

Widać, że część roślin przesadziłem do wysokiej dużej doniczki, a część została w macierzystym, plastikowym pojemniku, do którego dosypałem ziemi (ziemię dosypałem pod starą, wyjmując uprzednio papryki wraz z ziemią).

Na zdjęciu widać też dracenę nazywaną przez niewiernych bambusem, orchideę nazywaną storczykiem (lub na odwrót) i dumę mojej Żony – Wilczomlecza Białounerwionego!

Na początku rośliny w plastikowej doniczce rosły tak samo szybko jak te w glinianej, ale po pewnym czasie przestały niemal rosnąć podczas gdy te drugie rosły nadal – wiec okazuje się, że wielkość doniczek ma krytyczne znaczenie dla naszych upraw!

Rośliny na parapecie. Papryczki Chili urosły już sporo

Na tym zdjęciu widać, że rośliny urosły i są jeszcze podobnej wielkości. Niestety, te w plastikowej doniczce więcej nie urosły! Dodam jeszcze, że parapet na którym stoją roślinki jest przy oknie położonym na połudnowo zachodniej ścianie budynku, ostre słońce jest tylko przez kilka godzin i to raczej po południu. Trochę obawiałem się, czy takie oświetlenie wystarczy, ale jak się okazuje – bezpodstawnie!

Kiedy pojawią się pierwsze kwiaty, należy udać się do pobliskiej pasieki i zakupiony tam rój wypuścić w pomieszczeniu, kiedy wściekłe pszczoły przestaną nas żądlić być może zajmą się zapylaniem kwiatków! Można też samodzielnie zapylać kwiaty za pomocą miękkiego pędzelka, ale nie sądzę, żeby ktoś się na tę metodę zdecydował.

Kwiat Papryki, należy go zapylić pędzelkiem

Jeśli kwiaty zostaną zapylone możemy być pewni, że niedługo pojawią się pyszne, ostre jak sam Szatan, długo wyczekiwane papryki!

U mnie wygląda to tak:

Papryki na parapecie dojrzewające w słońcu owoce chili

A tutaj widok na całe krzaczki, widać, że oprócz źródła świeżej ostrości do potraw pełnią one funkcje dekoracyjne:

Ozdobne papryki w mieszkaniu świetnie wyglądają na parapecie

Tak więc i mieszczuch może sobie wyhodować na parapecie coś, z czego będzie dało się zrobić użytek w kuchni!

Tym optymistycznym akcentem zakańczam uroczyście ten post!



komentarzy 10

  1. WhiteMAX pisze:

    Mi niestety na papryczkę naskoczyły jakieś małe, szare rozbójniki. Papryszka rosła jak szatan i nagle z dnia na dzień uschła. Ale jeszcze będę próbował. Z pomidorami miałem to samo. Dwa 2. metrowe kije i 2 pomidory wielkości wiśni (miały być koktajlowe 😉

  2. ajwaj, smakowite! jako asymilowany cwierc-gruzin jestem wiatrakiem ostrego zarla…

  3. miza pisze:

    Gdzieś wyczytałam, ze papryczki są wiatropylne. To znaczy, że te pszczoły możesz sobie na przyszłość darować 😉

  4. pszczoly moze i tak, ale po pierwsze primo, nie pora teraz na podarunki (ani nie selera, huehue), ale wazniejszym problematem pozostaje, ze ow wiatr nalezy do domu zaprosic!

    mysle, ze w przeciagu kilku chwil ktos wymysli sposob! (dla podniesienia, nomen omen pikanterii oczekiwania dam wskazowka: podpowiedz tkwi w poprzednim zdaniu.)

    • Cooler pisze:

      O tak, w przeciągu !. Gdy przeczytałem o pszczołach straciłem nadzieję, jednak chyba się zdecyduję !

  5. Adam pisze:

    Ile czasu minęło od posiania do zbiorów?

  6. Mariusz pisze:

    Wystarczy pędzelkiem trącić każdy kwiatek – sprawdzone , działa 🙂 w zeszłym roku miałem , aby nie skłamać jakieś 2,5 kg papryk Cayenne z 3 krzaczków ( namiot foliowy).Papryka ta kwitnie bardzo obficie tworząc piękne rozłożyste krzaczki , tez się martwiłem jak te kwiatki zostaną zapylone że nic z tego nie będzie.Metoda pędzelkowa jednak była zupełnie wystarczająca bo zbiory były obfite 🙂

  7. drundles pisze:

    Hej, mam 5 krzaczków dość dużych, papryczki habanero yellow. Wyszły już owoce, po 3 na każdy krzaczek i zastanawiam się czy jest to normalna ilość. Podlewam je co 2 dni lub 3 w zależności jak jest gorąco. Nawożę nawozem mineralnym co dwa tygodnie. Krzaczki stoją na parapecie na od strony wschodniej więc rano mają sporo słońca. Nie zapylałem ich specjalnie, czasem wystawiam na balkon jak jest dobra pogoda.

    Jest taki problem, że na każdym krzaczku wyszło sporo kwiatów ale po osiągnięciu maksimum łatwo odpadały lub usychały i odpadały. Myślę, że coś jest nie tak.

    Macie jakieś porady co zrobić?

    • drundles pisze:

      dodam jeszcze, że papryczki sadziłem bardzo wcześnie bo już pod koniec stycznia miałem małe pierdziułki 🙂 a pierwszy owoc na początku czerwca

  8. Szymek pisze:

    Zrzuciły kwiaty bo mogło im być za gorąco lub mają za dużo nawozu.Albo jedno i drugie .Papryczki parapetowe dobrze jest też co jakiś czas nawilżyć wodnym opryskiem .Najlepiej rano lub wieczorkiem unikając pryskania na kwiaty.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.