mlodedrwale - arcyciekawy i przewspaniały blog o wszystkim

Wszystkie

Witam ponownie miłośników mojego ostrego jak brzytwa Ockhama pióra i ciętego jak kwiaty humoru! Moja przydługa nieobecność spowodowana była wzrostem popytu na czas, niepołączonym ze wzrostem jego podaży! Sytuacja ta już uległa poprawie, więc myślę, że teraz artykuły będą pojawiały się częściej. Na jutro na przykład postanowiłem opisać wykonanie akceleratora cząsteczek z kawałka drutu i gumki recepturki (poważnie!!).

Dzisiaj, aby przypomnieć o sobie postanowiłem przywalić z grubej rury i przedstawić najnowsze dzieło inżynierów o skórze w kolorze kurkumy, a mianowicie jest to samopał w kształcie parasola, zresztą jako że jedno zdjęcie wystarcza za kwadrylion słów (a co dopiero trzy zdjęcia!) – oto on w pełnej krasie:

Close

24-Maj-2008 15:46, Canon Canon EOS 350D DIGIT, 5.6, 22.0mm, 0.017 sec, ISO 1600

 

Tak proszę państwa, urządzenie genialne w swojej prostocie, a jakże użyteczne!

Na razie pozdrawiam i (mam nadzieję) do jutra!



komentarzy 6

  1. kerunk pisze:

    Ciarki przechodzą gdy się spojrzy, jaką śmiercionośną broń noszą pod bokiem spokojni, wydawałoby się, obywatele. A jest to przecież wierzchołek stogu siana, w którym drzemią mordercze igły, z równie groźnymi widłami pospołu !
    Smutna to rzecz, ale do lamusa odeszły już chyba czasy, gdy na leśne wycieczki zabierano termos z herbatą, koc i co lepsze roczniki Rozpraw Elektrotechnicznych. Gdzież są ci, którzy, jak pisał poeta:
    “chadzali do lasu
    dla oczów popasu” ?
    Czyżbyśmy zupełnie zatracili pokojowy instynkt i nie mogli przekroczyć terytoriów dzikich kniei, nie będąc uzbrojonymi aż po ostatnie trzonowce ? Wszak muszą jeszcze chodzić po ojczystej ziemi ludzie szczerze miłujący naturę i pragnący z nią nie wojny, a spokojnego współistnienia. Aby jednak przywrócić turystom drzemiące w nich dobro, należy dawać przykład. Gdy więc jesteśmy w lesie, pokażmy, że można inaczej – tulmy rącze łanie, łaśmy się do odyńca, pogłaszczmy dzięcioła ! Ratujmy przekręcone pancerzem do podłoża żuki, miast je z odrazą rozdeptać, biedronce życzmy szczęśliwej drogi, zamiast bestialsko wyrywać jej nogi, niech liszka czuje, że ma w nas nie wroga, a brata !
    Tylko tak las – nasz zielony rezerwuar rekreacji, przetrwa i radośnie służyć będzie wielu jeszcze pokoleniom.

  2. nat pisze:

    to ja moze tradycyjnie z m&m-owej skarbnicy humoru:
    http://www.youtube.com/watch?v=CLFhIK1neIc

    doczekac do ~ 1:45
    : )
    do kol. Kerunka: ladnie pan piszesz i pozytywnie bardzo,
    ale jest jedno ale: w zwrotach

    nie wojny, a spokojnego współistnienia”,

    że ma w nas nie wroga, a brata”

    spojnik “a” powinien byc wg mnie zastapiony przez “tylko” albo
    “ale”. “a” to rusycyzm i to wschodni. znam jezyk, wiec wiem.
    chyba, ze sie myle i w polskim to jest dozwolone, to przepraszam.
    na swoje usprawiedliwienie moge dodac, ze za moich czasow byl
    to blad (uprzedzajac zlosliwe uwagi powiem, ze Ameryka byla
    wtedy w atlasie.)

    pozdrowienia od podziemia

  3. kerunk pisze:

    do kol. Nata:

    1. przede wszystkim dziękuję za pochwałę i zwrócenie uwagi
    2. spójnika “a” użyłem tutaj będąc całkowicie nieświadomym jego pochodzenia, bo z językiem naszych wschodnich sąsiadów nie jestem obznajomiony;
    spójnik spodobał mi się w tej funkcji, pomyślałem sobie, że skoro jest: “pies, a nie kot” to i “nie kot, a pies” może być, a ponadto pachniał mi jakąś bliżej nieokreśloną przeszłością (wieszcz adam ? wieszcz juliusz ? inny z tysiąca wieszczy polskich ?) i zaryzykuję – pachnie mi nią nadal, nie jestem tylko w stanie powiedzieć, czym dokładnie; rozumiem, że argument: “w jakiejś książce tak chyba było, ale nie wiem, w jakiej” zbyt dobry nie jest, jednak niemalże pewien jestem, że gdzieś taki sam zabieg widziałem i z pewnością powiadomię, jak tylko odpowiedni przykład znajdę;
    3. najtrudniej jest mi stwierdzić czy tak użyte “a” to błąd; że rusycyzm – zgoda, ale czy z tej okazji błąd ? od strony formalnej – możliwe: wśród wielu różnych możliwości użycia litery “a” słownik języka polskiego nie przewiduje tej, o której mówimy, to jednak, jak się zdaje, sprawy nie przesądza, bo przecież nie wszystkie formy (zwłaszcza dawniejsze) słownik omawia;
    poza tym za użyciem tego “a” przemówił… brak konkretnej alternatywy – proponowane “tylko” i “ale” są, jak dla mnie, zbyt długie, “lecz” z kolei brzmiało mi za bardzo oficjalnie i tylko wschodnie “a” zapewniało i rytm i ten pouczający ton zrzędliwego wuja, który złotymi radami naprawia świat z olimpijskiej wysokości własnego fotela;
    4. reasumując: “rosyjskiego” “a” bym bronił, choć orężem moim jest na razie tylko intuicja.

    pozdrawiam serdecznie

  4. nat pisze:

    naprawde dobre pioro kolego, pogratulowac. z tego co pamietam,
    “a” w tym kontekscie jest bledem. a z wujem w fotelu wspaniale
    sie udalo, az to najpierw wzialem do siebie (moze slusznie).
    zazdroszcze swiezego spojrzenia na sprawy — wlasnie wykanczam
    dzielo literackie (a moze ono mnie) i widze, jak bardzo jest suche,
    pozbawione polotu, bohaterowie niewyrazni, akcji malo…

    wieszcze… hm, temat rzeka, moze jedna zabawna anegdotka. pewien
    student wydzialu fizyki UW chodzil do liceum w Genewie, wiec z
    wiadomych przyczyn raczej polskiego w liceum nie mial, choc polska
    mature zdac musial. na zajeciach bodajze z analizy matematycznej,
    rzucil jakis cytat z Mickiewicza. na co prowadzaca: o, to z wieszcza”.
    student: nie, z Mickiewicza.” wg mnie bardzo pouczajace, a studentem
    byl moj tata.

    aha, skoro pojawil sie w naszej wazkiej dyskusji motyw rosyjski,
    koncze przezabawnym pieciorgiem przykazan mlodego rewolucjonisty:

    1. nie mysl
    2. jesli myslisz, nie mow
    3. jesli myslisz i mowisz, nie pisz
    4. jesli myslisz, mowisz i piszesz, nie podpisuj
    5. jesli myslisz, mowisz, piszesz i podpisujesz, nie dziw sie.

    z partyjnym pozdrowieniem,

    I Sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Relatywistow

    nat /wuj zlota rada/

  5. kerunk pisze:

    1. pisząc o fotelowym wuju w żadnym razie nie miałem na myśli szanownego Kolegi !
    szczerze wdzięczny jestem za zwrócenie uwagi w kwestii tej nieszczęsnej litery – skoro jest to błąd, postaram się nad każdym takim “a” poważnie zastanowić, zanim go użyję (choć czuję, że ograniczenie może mi przyjść niełatwo – wszak tyle lat beztroskiej nieświadomości w kwestiach wpływu wschodnich sąsiadów na ojczysty nasz język zrobiło swoje)
    2. co się tyczy dzieł to też jestem na etapie (niestety, dopiero początkowym) tworzenia takiego – idzie gorzej, niż powinno, a i efekty radością specjalnie nie napawają, także kiedy już rzecz będzie zakończona (bo optymistycznie zakładam, że się jednak uda), konkursów raczej żadnych nie wygra…; cóż, nie da się ukryć, że stworzenie w tej materii czegoś porządnego to nie lada wyzwanie, na którym można sobie połamać zęby, ręce, a w przypadkach skrajnych – życiorys;
    3. bohaterowi anegdoty literackiej należą się brawa – w końcu rzucić mickiewiczem tam, gdzie się go zupełnie nikt nie spodziewa, to rzecz na najwyższe laury zasługująca; a że mickiewicz ów jest również wieszczem ? – brak takiego utożsamienia doprawdy nie powinien zasługi owego studenta przysłaniać;
    4. w kwestii zaś przykazań – każdy prawdziwy rewolucjonista obaliłby je natychmiast, bo przecież on nie tylko może, ale nawet powinien wszystkie te zabronione rzeczy czynić i to czynić często i ochoczo, z typowo rewolucyjnym zapałem! on właśnie nadaje się do tych zadań najlepiej, bo skoro jest tym, kim jest, zapewne doskonale wie, co należy myśleć, pisać i mówić;
    jedyną rzeczą, jakiej fan rewolucji powinien się całkowicie wystrzegać i którą winien z całą surowością tępić u siebie i kolegów to niosące zgubę duszy i ciału (i to, co ciekawe, często nie tylko swojemu) wątpliwości – one bowiem są dopiero największym wrogiem porządnego wywrotowca, gdyż niepostrzeżenie zmienić go mogą z dziecka rewolucji w tejże rewolucji obiad.

    z pionierskim zawołaniem
    laureat nagrody państwowej VII stopnia

    kerunk

  6. nat pisze:

    co do pktu 2. — życzę ukończenia dzieła i otrzymania zasłużonego
    tytułu magazyniera (skrót: mgr), ew. magazyniera inżyniera, mgr
    inż, rozszyfrowywanego w środowisku czystej nauki” złośliwie jako
    można grabie robić i nieźle żyć”, ewentualnie od prawej,
    żebyś niewiem ile robił, grabie masz”.

    co do 1. — tytuł wuj złota rada przyjąłem i raz bodajże
    użyłem w jednej z zażartych nie na żarty pyskusji na portalu
    (taki spodzień) linuxnews, gdzie udzielam reprymend, porcji
    zdrowej drwiny, jak rownież chłosty słownej tym, którzy na to
    moim /skromnym jakże/ zdaniem zasługują.

    co do łamania, polecam (La)TeXa. a życiorys złamać na pracy
    dyplomowej można chyba tylko na wydziałach parających
    się /c/humanistyką, która jest jak ten kogucik na kościelnej
    wieży — tam zapieje, gdzie wiatr zawieje. tuszę, iż koledzy
    parają się bardziej przyrodoznawczymi dyscyplinami.

    nagrody państwowej szczerze gratuluję, gdzież mi się równać z
    moim skromnym 42. miejscem we finale Olimpiadzie Chemicznej
    w 1996. mam nadzieję, że lustratorzy nie planują jej Koledze odebrać.
    w razie czego można liczyć na murowane kwity na lustratorów, sprawa
    jest pewna, kontakt przez X w podwarszawskiej mieścinie Y.

    żegnam się zatem tradycyjnym wspinaczkowym Darz bór.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.