mlodedrwale - arcyciekawy i przewspaniały blog o wszystkim

Kulinaria Wszystkie

Witam ponownie!

Jako że blog mój ostatnio został zdominowany przez tematykę elektroniczno-informatyczną, postanowiłem dziś odświeżyć atmosferę i napisać o czymś zupełnie innym!

Od lat ludzie zastanawiają się, co jest lepsze, życie na wsi czy w mieście, do jakich by się wniosków nie doszło, łatwo zorientować się, że oba warianty mają swoje niezaprzeczalne zalety. Właśnie jedną z najważniejszych zalet życia na wsi chciałbym dzisiaj przypomnieć. Nie chodzi mi tu o świeże powietrze, tani cukier, piękne widoki, czy inne dyrdymały, mam na myśli Kontakt z Naturą! Mieszkańcy wsi najczęściej nawiązują kontakt z naturą za pomocą hodowli. Cóż może być wspanialszego i dającego więcej radości niż opieka nad naszymi braćmi mniejszymi? Na doglądaniu ich od urodzenia, karmieniu, obserwacji ich rozwoju, troski o ich byt, by w końcu je zarżnąć, obedrzeć ze skóry, porąbać i zjeść ze smakiem! Niestety, mieszkańcy miast są takich rozrywek pozbawieni, ale na szczęście nie wszystko stracone, od dzisiaj dzięki mnie i oni będą mogli sobie coś pohodować, zamknąć w słoiku, przytapiać, by w końcu np. przypiec i zjeść!

Jako, że raczej nikt nie chciałby trzymać w mieszkania stadka dorodnych prosiaków, ani tym bardziej kłaść się spać z kurami, nie będę opisywał jak wygląda chów tych zwierząt, skupię się natomiast na wychowie i utrzymaniu stadka soczewic, ale sprytny czytelnik może zaadaptować metody do hodowli innych roślin!

Aby rozpocząć przygodę z hodowlą niezbędne nam będą:

  • słoik
  • nasiona soczewicy (ale mogą być też np. fasolki mung, słonecznika, soi czy innego szajsu, jednakże hodowla nie będzie wtedy hodowlą soczewicy)
  • woda
  • opcjonalnie gaza i gumka recepturka

Słoik jakiego będziemy potrzebować można opisać krótko: czysty słoik litrowy lub większy bądź mniejszy.

Nasiona możemy kupić w sklepie ze zdrową żywnością, ale ja np. kupiłem nasiona soczewicy w Tesco i też działają, natomiast nasiona fasoli z Tesco słabo kiełkują.

Woda jak woda, polecam taką czerpaną z najgłębszych pokładów rurociągu miejskiego, jeśli nie chrupie i nie świeci – nadaje się!

A więc przystępujemy do działania:

Wsypujemy pewną ilość nasion do słoika:

Teraz w zależności od zdolności manualnych i ilości robactwa w domu możemy na otwór słoika nałożyć złożoną kilka razy gazę i przyczepić ją gumką recepturką (jak ktoś nie wie jak, to niech się raczej nie przyznaje).

Teraz zalewamy naszą hodowlę wodą:

i czekamy 2 – 3 godziny (przy fasolce i soi może być dłużej), tak aby nasionka namiękły, potem wodę wylewamy, ale tak by nasiona pozostały w słoju. Następnie codziennie rano i wieczorem nalewamy do słoja wodę, mieszamy i wylewamy wodę. Postępując w ten sposób, po pięciu dniach z tego co widać na pierwszym zdjęciu w tym artykule otrzymałem coś takiego:

Kiełki świetnie wyglądają i smakują pysznie:

Close

26-Kwi-2008 12:47, Canon Canon EOS 350D DIGIT, 5.6, 55.0mm, 0.001 sec, ISO 1600

 

Pozdrawiam i życzę udanych żniw!



komentarzy 15

  1. kerunk pisze:

    Artykuł można by uznać za pożyteczny, gdyby nie kilka faktów:
    1. kiełki wcale nie są pyszne – powiedzmy to szczerze, nie są nawet dobre. Owszem jako dodatek ewentualnie mogą być, a i to tylko w sytuacji braku dodatków innych. Stanowczo należy jednak stwierdzić: nie mitologizujmy smaku, który zwykłemu ogórkowi skóry czyścić nie godzien.
    2. Hodowla kulinarna wymaga nie lada determinacji i jasnowidzenia – nie dość, że codziennie należy ten słoik doglądać (co przy tej regularności musi stawać się nieznośne), należy przecież przewidzieć swoją na kiełki ochotę na pięć dni przed ich gotowością, a to jest nie lada wyzwanie. Czyż bowiem kupujemy np. ser w poniedziałek przewidując, że go w sobotę zjemy? Otóż nie. Dlatego też cało to kiełczane wytwórstwo jest podejrzane, jako całkowite zaprzeczenie naturalnej koncepcji: głód->jedzenie, lansując niezdrową tezę: wytwórstwo jedzenia -> ewentualne spożycie.
    Można by uznać taką tezę za słuszną w przypadku hodowli nakierowanej na sprzedaż. Lecz czy samotny słoik zaspokoi jakikolwiek popyt ?
    3. Autor zręcznie omija też zagrożenia bezpieczeństwa – przecież słoik taki zawsze może się stłuc (biorąc pod uwagę ilość operacji od początku hodowli do jej finału, jest to właściwie niemożliwe do uniknięcia!), powodując uszczerbek na zdrowiu w postaci kawałów szkła wbitych głęboko w niczego nie spodziewające się stopy. I tej tortury nie osłodzi nam nawet najwyborniejszy kiełek. Nie tylko dlatego, że jest gorzki.

    Dlatego też należy zalecać daleko idący sceptycyzm co do całej idei.
    Nie dajmy się zwieść pięknym zdjęciom – za nimi kryje się bowiem wielodniowa harówka, mizerne rezultaty i niemal pewne kalectwo.

    • Swir pisze:

      Tobie się już przed napisaniem tego tekstu wbiło szkło , niestety nie w stopy .
      Ciulowej baletnicy nawet kłaki na pi……. przeszkadzają .

      Przepraszam za poziom tego co napisałem wszystkich trzeźwo myślących , dopasowałem się do poziomu wypowiedzi .

      Pozdrawiam

    • kerunk pisze:

      Owszem, kolego, trzymasz poziom, jednak tylko swój własny, a parametry tegoż są – unikajmy niezdrowych radykalizmów – nieszczególnie olimpijskie.

    • wuj nat z zaswiatow pisze:

      kolego Kerunk, zaprawde podziwiam opanowanie!

      powinienem sie uczyc… 10 oddechow np., czy jak?

    • kerunk pisze:

      To zasługa tzw. triady mistrza Miyagi:
      hatha-joga
      Miś Yogi
      Chata Wuja Toma.
      [stosować organoleptycznie co najmniej 5 razy na kwartał]

  2. nat pisze:

    dzien dobry,

    ja natomiast chcialem powiedziec, ze ostatnio takze zalozylem hodowle:
    resztki makaronu /swiderki/ z granulatem sojowym w sosie z oliwa, sola,
    chili i ziolami prowansalskimi. i prosze sobie wyobrazic, ze nic nie wyroslo,
    mimo deszczu, ktory padal na namiot i skapywal do menazki z ww resztkami.
    czy mozna prosic o oswiecenie, dlaczego granulat sojowy nie puscil kielkow?
    czy moze to byc spowodowane np. materialem, z ktorego wykonano menazke
    /alu/.

  3. mlodedrwale pisze:

    @nat, no niestety, jak mawiał mistrz Miyagi: “do menażki i Salomon nie naleje”. Niestety, nie ma słoika, nie ma kiełków.

  4. nat pisze:

    aha, granulat = nedzny surogat? trudno, taki los vege (smieszne,
    vege to chyba koniec po wegiersku, pamietam z jednej odlotowej
    dobranocki)

  5. Ambdy pisze:

    Genialny artukół, uśmiałam się po pachy, komentarze tez niczego sobie. Ja także mam pewne doświadczenie w hodowli kiełków, niestety tego co pojawiło się po kilku dniach na talerzu (bo trzeba wam wiedzieć, iż zalecano mi hodowanie kiełków na talerzu) nie można było nazwać jedzeniem. smaku nie sprawdzałam, ale po zapachu doszlam do wniosku, ze lepiej tego nie spozywać. No i stąd moje pytanie. Czy kiełki muszą śmierdzieć, czy tylko te moje były jakieś felerne? (nie dokarmiałam ich żadnymi resztkami…)

  6. nat pisze:

    Ambdy: mysle, ze problem zniknie po drobiazgowym
    wyszczotkowaniu kielkow jakas pasta do zebow. zeby
    nie zostac posadzonym o reklamiarstwo, odwolam sie
    do zamierzchlej przyszlosci, a mianowicie przypomne
    paste `Bialy Zabek’, reklamowana w programie TikTak
    przez Zajaca Poziomke. no ale kiedy to bylo — dawno…

  7. agat pisze:

    Taak … a brokuły gotowane nie ‘śmierdzą” ? A rzodkiewka nie “śmierdzi” ? A rzeżucha ???
    Zależy jakie kiełki wysiewasz – taki masz zapach.
    Ja dzisiaj wysiałam soczewicę i brokuł w kiełkownicy; to naczynie ma pokrywkę więc myślę że specjalnych sensacji zapachowych nie będzie. Z niecierpliwością czekam rezultatu. I dodam iż niektóre ziarna kiełkują szybko – po dwóch, trzech dniach. Ochoty na kiełki nie trzeba “przewidywać” – mało kto je spożywa same jak cukierki. A sałatę /z dodatkiem kiełków/ polecam wszystkim – naprawdę może być to uczta dla podniebienia.

  8. wuj nat pisze:

    agat: od rzezuchy prosimy sie odczepic 🙂

    http://scisle-fajne.blogspot.com/

  9. mlodedrwale pisze:

    Ambdy, jak mawiali Rzymianie: Embryo non olet! Kiełki nie śmierdzą! Coś musiało pójść nie tak, albo się zepsuły, ale o tym nie napisałaś, albo to nie one śmierdzą tylko na przykład coś innego. Różne rzeczy mogą powodować smród jaki opisałaś, ale dzięki sporemu doświadczeniu w tej dziedzinie, ze sporą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że to dzik. I to nie jakiś tam sobie dzik, to prawdopodobnie stary, zgrzybiały knur, który od dawna ma gdzieś higienę i dobre wychowanie! W związku z tym radzę najpierw pozbyć się dzika z kuchni, a dopiero potem zabrać się za kiełki. Aby pozbyć się takiego dzika, najlepiej użyć Dzikozolu (dostępny w najlepszych hurtowniach repelentów i trucizn przeciwko zwierzynie płowej, rogatej i kopytnej).
    Jeśli pozbędziesz się dzika, a kiełki będą psuły się, skorzystaj z rady Nata! Z braku pasty do zębów można użyć jakiejkolwiek innej pasty: do butów, do podłóg, pałacowej, polerskiej itp.

    Wszelkich czyteników serdecznie pozdrawiam!

  10. Marcin pisze:

    Sklepy w których można kupic gotowe kiełki we Wrocławiu: Epi, Astra, Piotr i Paweł, Alma, Feniks, Społem. Kiełki są również dostępne na targowisku na ul. Obornickiej. Zapraszam chętne osoby posiadające sklep lub hurtownie na Dolnym Śląsku do sprzedaży kiełków. http://www.pokarmżycia.pl

  11. Karolina pisze:

    Wlasnie czegos takiego szukalam, super!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.