Archive for the ‘Kulinaria’ Category

Jak zrobić pizzę!

Monday, December 29th, 2008

Witam drogą czytelniczkę, kłaniam się przemiłemu czytelnikowi!
W kolejnym wpisie zdecydowałem się podzielić z Państwem przepisem na najprawdziwszą, najwłoższszą najbardziej włoską z włoskich pizzę domową z szynką i pieczarkami! Pizza ta jest na prawdę pyszna, dość powiedzieć, że mistrz Miyagi zjada dwie takie dziennie!

Aby przygotować naszą pizzę potrzebujemy:

  • dorodny kartofel
  • mąkę pszenną
  • drożdża
  • wodę
  • sól
  • koncentrat pomidorowy
  • olej lub oliwę
  • ser żółty
  • cebulę
  • zioła prowansalskie
  • oregano
  • czosnek
  • szynkę
  • pieczarki (których ja zapomniałem kupić :( )

Na początku bieżemy pół paczki drożdży i mieszamy z połową szklanki ciepłej wody, w której rozpuszczony został uprzednio cukier biały kryształ w ilości pół łyżeczki. Następnie myjemy kartofel i chowamy do zamrażalnika. Koncentrat pomidorowy mieszamy z oregano i ziółkami prowansalskimi, dodajemy trochę wody, aby nowopowstały sos miał konsystencję smarków.

Przesiewamy pół kilo mąki przez sito (nie wiem po co, ale tak robią profesjonaliści) i czekamy aż drożdże zaczną pracować, powinno to trwać około 15 minut, w tym czasie zjadamy część sera i innych ingrediencji.

Mieszamy mąkę z drożdżyma, dwoma łychami oleju lub oliwy i ugniatamy. Dolewamy około pół szklanki wody i ugniatamy. Ugniatamy. Ciasto powinno być miękkie, bez grudek, nie powinno lepić się do rąk. Ugniatamy jeszcze kilka minut, formujemy kulę, kładziemy na tależu i odstawiamy.

W tym czasie kroimy, trzemy, obieramy nasze pozostałe składniki.

Musimy poczekać aż kula z ciasta zwiększy swoją objętość dwukrotnie (około).

Tik tak tik tak tik tak tik tak…

Gdy ciasto urośnie ponownie ugniatamy je przez chwilę i rozwałkowujemy na płasko!

Teraz już z górki, przenosimy rozwałkowane ciasto na blachę i smarujemy sosem i kładziemy cebulę.

Teraz: ser szynka pieczarki (ich nie dodałem bo nie miałem, echmmm) i zioła prowansalskie!

Następnie: rozgrzany do 250 st. piekarnik, 15 minut, talerz, przełyk, spać!

Dobranoc!

PS. Gdyby się szanownemu czytelnikowi zdarzyło poparzyć wyjmując z piekarnika pizzę, będzie on mógł do bolącego miejsca przyłożyć zamrożonego kartofla, dzięki czemu zminimalizowane zostaną uszkodzenia ciała jak i ból!

Własna hodowla kiełków!

Friday, May 2nd, 2008

Witam ponownie!

Jako że blog mój ostatnio został zdominowany przez tematykę elektroniczno-informatyczną, postanowiłem dziś odświeżyć atmosferę i napisać o czymś zupełnie innym!

Od lat ludzie zastanawiają się, co jest lepsze, życie na wsi czy w mieście, do jakich by się wniosków nie doszło, łatwo zorientować się, że oba warianty mają swoje niezaprzeczalne zalety. Właśnie jedną z najważniejszych zalet życia na wsi chciałbym dzisiaj przypomnieć. Nie chodzi mi tu o świeże powietrze, tani cukier, piękne widoki, czy inne dyrdymały, mam na myśli Kontakt z Naturą! Mieszkańcy wsi najczęściej nawiązują kontakt z naturą za pomocą hodowli. Cóż może być wspanialszego i dającego więcej radości niż opieka nad naszymi braćmi mniejszymi? Na doglądaniu ich od urodzenia, karmieniu, obserwacji ich rozwoju, troski o ich byt, by w końcu je zarżnąć, obedrzeć ze skóry, porąbać i zjeść ze smakiem! Niestety, mieszkańcy miast są takich rozrywek pozbawieni, ale na szczęście nie wszystko stracone, od dzisiaj dzięki mnie i oni będą mogli sobie coś pohodować, zamknąć w słoiku, przytapiać, by w końcu np. przypiec i zjeść!

Jako, że raczej nikt nie chciałby trzymać w mieszkania stadka dorodnych prosiaków, ani tym bardziej kłaść się spać z kurami, nie będę opisywał jak wygląda chów tych zwierząt, skupię się natomiast na wychowie i utrzymaniu stadka soczewic, ale sprytny czytelnik może zaadaptować metody do hodowli innych roślin!

Aby rozpocząć przygodę z hodowlą niezbędne nam będą:

  • słoik
  • nasiona soczewicy (ale mogą być też np. fasolki mung, słonecznika, soi czy innego szajsu, jednakże hodowla nie będzie wtedy hodowlą soczewicy)
  • woda
  • opcjonalnie gaza i gumka recepturka

Słoik jakiego będziemy potrzebować można opisać krótko: czysty słoik litrowy lub większy bądź mniejszy.

Nasiona możemy kupić w sklepie ze zdrową żywnością, ale ja np. kupiłem nasiona soczewicy w Tesco i też działają, natomiast nasiona fasoli z Tesco słabo kiełkują.

Woda jak woda, polecam taką czerpaną z najgłębszych pokładów rurociągu miejskiego, jeśli nie chrupie i nie świeci – nadaje się!

A więc przystępujemy do działania:

Wsypujemy pewną ilość nasion do słoika:

Teraz w zależności od zdolności manualnych i ilości robactwa w domu możemy na otwór słoika nałożyć złożoną kilka razy gazę i przyczepić ją gumką recepturką (jak ktoś nie wie jak, to niech się raczej nie przyznaje).

Teraz zalewamy naszą hodowlę wodą:

i czekamy 2 – 3 godziny (przy fasolce i soi może być dłużej), tak aby nasionka namiękły, potem wodę wylewamy, ale tak by nasiona pozostały w słoju. Następnie codziennie rano i wieczorem nalewamy do słoja wodę, mieszamy i wylewamy wodę. Postępując w ten sposób, po pięciu dniach z tego co widać na pierwszym zdjęciu w tym artykule otrzymałem coś takiego:

Kiełki świetnie wyglądają i smakują pysznie:

Pozdrawiam i życzę udanych żniw!

Przepis na chałwę!

Monday, April 14th, 2008

Witam serdecznie!

Dzisiaj z okazji dziewiątego wpisu i tysięcznej odsłony mojego wspaniałego bloga, postanowiłem zdradzić Państwu przepis na doskonałą, przepyszną, one and only chałwę!

Do produkcji chałwy będą nam potrzebne następujące surowce:

  • sezam (takie ziarenka, nie zamek do drzwi),
  • miód pszczeli.

Z naszego kuchennego parku maszyn dobywamy:

  • patelnię,
  • elektryczny młynek do kawy (ja kupiłem kiedyś taki do mielenia saletry siarki i węgla drzewnego, ale po umyciu się nadaje!!!).

Bierzemy sezam i wrzucamy na patelnię (to było nie do przewidzenia, nie?) i podpiekamy na małym ogniu, aż sezam ZACZNIE zmieniać kolor. Ważne, żeby nie przypalić ani nawet nie zrumienić sezamu, gdyż chałwa będzie chałowa. Następnie czekamy, aż sezam przestygnie – najlepiej zdjąć go natenczas z patelni, bo nawet po zdjęciu z ognia pozostaje ona rozgrzana i może puścić nasz sezam z dymem.

Tatarata riki tiki minęło 10 minut, sezam ostygł więc wrzucamy go do młynka. Młynek na początku się zbuntuje, nie będzie chciał mielić sezamu, trzeba go będzie co chwilę wyłączać, żeby się nie spalił, ale mimo wszystko zmieli sezam na miłą dla oka i nosa, pachnącą chałwą i okrutnie gorzką masę.

Masę wyjmujemy z młynka i przekładamy np . do miski, w której zwykliśmy jadać müesli. Na każde 100 gram sezamu dajemy dwie łyżeczki miodu (albo zupełnie inną ilość) i mieszamy zawzięcie do otrzymania jednolitej słodkiej i gęstej masy. Odstawiamy do lodówki!
Chałwa gotowa!

Dziękuję, życzę smacznego i pozdrawiam!