mlodedrwale - arcyciekawy i przewspaniały blog o wszystkim

Kulinaria Wszystkie

Witam serdecznie!

Dzisiaj z okazji dziewiątego wpisu i tysięcznej odsłony mojego wspaniałego bloga, postanowiłem zdradzić Państwu przepis na doskonałą, przepyszną, one and only chałwę!

Do produkcji chałwy będą nam potrzebne następujące surowce:

  • sezam (takie ziarenka, nie zamek do drzwi),
  • miód pszczeli.

Z naszego kuchennego parku maszyn dobywamy:

  • patelnię,
  • elektryczny młynek do kawy (ja kupiłem kiedyś taki do mielenia saletry siarki i węgla drzewnego, ale po umyciu się nadaje!!!).

Bierzemy sezam i wrzucamy na patelnię (to było nie do przewidzenia, nie?) i podpiekamy na małym ogniu, aż sezam ZACZNIE zmieniać kolor.
Ważne, żeby nie przypalić ani nawet nie zrumienić sezamu, gdyż chałwa będzie chałowa. Następnie czekamy, aż sezam przestygnie – najlepiej zdjąć go natenczas z patelni, bo nawet po zdjęciu z ognia pozostaje ona rozgrzana i może puścić nasz sezam z dymem.

Tatarata riki tiki minęło 10 minut, sezam ostygł więc wrzucamy go do młynka.

Młynek na początku się zbuntuje, nie będzie chciał mielić sezamu, trzeba go będzie co chwilę wyłączać, żeby się nie spalił, ale mimo wszystko zmieli sezam na miłą dla oka i nosa, pachnącą chałwą i okrutnie gorzką masę.

Masę wyjmujemy z młynka i przekładamy np . do miski, w której zwykliśmy jadać müesli.


Na każde 100 gram sezamu dajemy dwie łyżeczki miodu (albo zupełnie inną ilość) i mieszamy zawzięcie do otrzymania jednolitej słodkiej i gęstej masy. Odstawiamy do lodówki!
Chałwa gotowa!

Dziękuję, życzę smacznego i zapraszam do obejrzenia moich innych, jeszcze ciekawszych przepisów: KLIK



Liczba komentarzy: 59

  1. dafude pisze:

    no i co tu mozna powiedziec więcej nad:
    hahahahhahahahahahahaha

  2. nat pisze:

    osz kuchnia, ale mi smaka zrobiono!

    ja kiedys lubilem tahine z miodem. tahina to taka miazga
    z sezamu, najlepiej miec konszachty ze starozakonnymi,
    zeby to zdobyc ; ) moja babcia ma, wiec od czasu do czasu
    mozna skosztowac.

    aha, „kuchenny park maszyn” przebija najlepsze teksty
    z „Kuchni pelnej niespodzianek” z ZCDCP. gratulacje.

  3. Tomek pisze:

    Dzieki za przepis, nie sadzilem ze mozna w tak latwy sposob zrobic chalwe. Wiesz mieszkam w UK i tu chyba nie sposob zdobyc chalwe. Ostatnio ukochana przywiozla mi wielka paczke chalwy z Polski, ale sie juz skonczyla :-) Pozdrawiam

    • cobraed pisze:

      W UK nie sposob chalwe zdobyc??????????? idz do pierwszego lepszego sklepu tureckiego albo marokanskiego :)

  4. Karolina pisze:

    Wow – fajne xD Proste i dobre, chociaż nie próbowałam. Ale chałwę uwielbiam – do kawki – jak marzenie :) Pozdrawiam.

  5. ja pisze:

    eeeeeeeeee do dupy to

  6. wuj nat pisze:

    etam, jest spoko. tylko cicho ostatnio — zadnych
    dizajnow nowych, ani urzadzen AGD i BHP.

    pozostajac przy tematach kulinarnych: udaje sie obecnie
    na dzierzawe drzew czeresniowych zarastajacych jedno
    strategiczne wzgorze w Pradze. dzierzawa jest w 100%
    legalna, nie ma plotow ani psow, wystarczy troszkie do
    gory wywspinac i rwac/kosztowac na miejscu.

    zegnajac sie prosze o modlitwe w intencji niespadniecia
    na ziemie. obiecuje dac 50 koron na tatze :)

  7. niedowiarek pisze:

    nawet mi wyszło, thx

  8. Pilot pisze:

    chymmm moim zdaniem jest to najleprzy przepis na chałwe w calej sieci szukalem specjalnie dla mamy bo ja mam smaka na takie rzeczy a nie zawsze mogę sobie pozwalić np na chałwe… a mama zrobi za freeko… jak zrobi to powiem jak wyszło… ale po zdj. można wywnioskować że jest to prawdziwsza chałwa niż ta ze sklepu… :)

  9. wuj nat pisze:

    Pilot: pomysl ile chalwy mozna kupic i skońsumowac
    za kase wyrzucana na net ( ;

  10. kitka pisze:

    Dziekuje za przepis!
    Wlasnie zrobilam chalwe wg Twojego (bardzo poprawiajacego humor)przepisu i mam pytanie- czy to normalne ze ta chalwa jest duzo bardziej gorzka niz te ze sklepu? Ja nie jestem koneserka chalwy- zrobilam ja dla taty- wiec nie wiem czy to normalne, czy poszlo mi cos zle. Moze mam kiepski sezam? Jak myslisz?

  11. nat pisze:

    kitko, sezam bywa naturalnie gorzki.

  12. lover pisze:

    hey kitka to moze byc tez wina zbyt dlugp prazonego sezamu

  13. lover pisze:

    pamietaj kitka ze ziarna sezamu zawieraja duzo tluszczu i trzeba je trzymac w bardzo chlodnym i zacienionym miejscu. Inaczej się utlenia i beda gorzkie i niedobre.

  14. bimb pisze:

    A czy mozna dodac troche kakao?

  15. kerunk pisze:

    do bimb’a: A skąd, w żadnym razie nie powinno się dodawać kakao !
    Pisał o tym już Kochanowski (kakao kakao / lepiej, gdy cię mao), a kto jak kto, ale najpierwszy z wieszczów mylić się nie może.

    Tymczasem zapytajmy lepiej autora blogu wprost i z podniesioną głowicą: kiedy nowe wpisy ?
    Oscary rozdane zostaną niedługo, całe Hollywood huczy od plotek, że czarnym koniem imprezy może być „Najstraszniejszy thriller wszech czasów”, a autor milczy !
    A przecież nawet nasz największy reżyser, don Juan przedszkoli – nagrodołowny Romano Polaneiro, mimo, iż w jamie willi skryty, to przecież znaki daje, i to jakie – za sznurki ciągnął tak sprawnie, że zdobył Berlin nie opuszczając lokum !

    A więc w imieniu całej kultury narodowej i Jezusa Króla Polski i Okolic prośmy wszyscy: niechże blog ów ożyje dawnym blaskiem !

  16. wuj nat pisze:

    do kerunka: ale co Mao robil z tym kaka’em?
    jakescie te czerwone ksiazeczkie czytali to sie Wam
    kartki musieli pewnikiem posklejac, ot co!

    pozdrowienia, jak rowniez zyczenia ozycia błoga
    niniejszewo, tem razem w imieniu Starej Huty,
    co to dla Pana Ciemności codziennie z Yebaneza
    i Marsiala goronco surufke wylewa; a kostko po
    strunkach zasuwa szybko, albowiem, jak glosi
    ludowy przyslow, „gdy sie czlowiek spieszy, to sie
    szatan cieszy”.

    jak rowniez z tygodniowym wyprzedzeniem (bo
    mam nadzieje za tydzien nie zawitac do sieci)
    przesylam na rece Szanownych Czytelniczek
    przepisowy gozdzik!

  17. Aleksandra pisze:

    Super artykul, dzieki!

  18. Agatka xd pisze:

    Buu! „Dziękuję, życzę smacznego i pozdrawiam!” ja chcę jeść chałwę a nie ją robić… A tak na serio to dla mnie szok że można chałwę zrobić samemu :) (Mógł byś mi jej trochę do domu przysłać) ;^^ pozdr.

  19. IgaXL pisze:

    dobre mniam pysznie wygląda

  20. Maria pisze:

    Dziś zrobiłam. Proponuję sezam zemleć dwukrotnie w maszynce do mięsa, przez sitko do maku- takie z malutkimi dziurkami. do chałwy dodałam trochę cukru pudru (lubię słodką) oraz zmielone nie solone orzeszki ziemne. Brakuje mi czegoś, co w prawdziwej chałwie trzeszczy. Sróbuję zrobić i dodać grylaż , myślę że będzie ok.

  21. Dawid pisze:

    Dobra ta chałwa

  22. sappero pisze:

    Witajcie !
    No ciekawe… A jeśli o chałwie – tak w połowie lat 70-tych był taki program kulinarny w tvp, gościu w wielkiej białej czapce kucharskiej, ktoś kojarzy ? Zawsze mówił co będzie następne i co przygotować, wujas napalił się na chałwę, wtedy bardziej znany był wyrób pod prostą nazwą „blok”.Doczekał, zrobił i, żeby psy się nie dobrały, wystawił na niewielki murek aby ostygło ( schyłek ery przedlodówkowej jeszcze tam panował } Po godzinie poszedł zabrać … do czysta wylizaną przez koty blachę, ze 3 kilo tam było a wtedy zdobyć niektóre surowce to była niezła gimnastyka. Wujek nigdy tego kotom nie zapomiał, do dzisiejszego dnia schodzą mu z drogi. Oczywiście teraz chałwy wszędzie pełno ae własnoręczna najlepsza !

  23. kerunk pisze:

    Drogi sappero !

    Z wypiekami nie tylko na twarzy przeczytałem Twój komentarz, z którego wynika rzecz tak niesłychana, że aż poproszę o jej wyjaśnienie. Nie przedłużając, idzie mi o to:

    Z historii tej wynika, że koty, które pożarły Twojemu wujowi jego słodki wyrób, żyją po dziś dzień (bo raczej mało możliwe, żeby przekazały zakodowany strach przed wujem następnym pokoleniom). Wydaje się uprawnione podejrzenie, że uzyskały ten imponujący wynik właśnie dzięki tej szokującej akcji porwania wujowego przysmaku: ów quasi-blok zawierać musiał nie tylko trudne do zdobycia produkty jak np. kakao, ale wręcz jakieś uniwersalne serum młodości ! Zupełnie nie dziwi mnie furia (połączona zapewne ze studzienną rozpaczą) w jaką zapewne wpadł twórca: stracił nie tyle mozolnie wytworzony deser, ale dzieło życia, cudowny specyfik o którym od wieków śni medycyna, ezoteryka, a pewnie i entomologia !

    Pytanie jednak najważniejsze brzmi: czy zachowała się receptura ? Czy wuj wprowadzał (zresztą: musiał wprowadzać, żaden geniusz nie wierzy ślepo jakiemuś fagasowi z peerelowskiej telewizji!) jakieś modyfikacje ?
    W imieniu narodu polskiego i całego świata apeluję – podziel się tym przepisem, albowiem – jakkolwiek to by nie zabrzmiało – możesz być w posiadaniu sekretu nieśmiertelności i zmarnowanie tej wiedzy byłoby rzeczą absolutnie niedopuszczalną, z punktu widzenia etyki i nauk przyrodniczych przede wszystkim !

    Sappero, świat czeka – nie zbywaj go milczeniem !

  24. wuj nat z zaswiatow pisze:

    ciekawe, ciekawe. az sie chalwy zachcialo, ma ona te przewage w
    mojem wujowem przypadku nad kotem, ze nie mam na nia uczulenia.

    ale ad rem, gdyz mam podobno historiju, ino z CK Austryi. otoz bylem
    z dwiema zaprzyjaznionymi dziewojami na wspinaczkowem wywczasie
    we wzmiankowanem kraju, nieopodal m. st. Wiednia. a ze wspinaniu
    towarzyszy napinanie i wlokna muskul trzeba regienerowac, a jezdem
    praktykujacem wegietarianem, i skonczyly mnie sie nasze polskie, ze
    tak powiem, jaja, to nabylem droga kupna w markiecie „Nach & Frisch”
    (na nasze: „Blisko i swiezo”) kartonowuju paczku jaj kurzych szt. 6, eko,
    bio, recykling, etc. no i rankiem i wieczorem zesmazalem jakze bliska
    kazdemu sercu polskiego wspieniacza jajecznice, zwana czasem jajowa.

    i tu pojawia sie watek kota, prawie, bo gdym wieczorem na jakis
    ciemny ksztalt, cichcem przemykajacy miedzy namiotami, co
    znamionowalo najwyrazniej nieczyste sumienie i zle skrywana
    chec podwedzenia czego, zawolal „kicikici”, ksztalt okazal sie byc
    duzo dluzszy niz szeroki i posiadal kite.

    nie moglem sie mylic, byl to ksztalt kuny.

    final jest oczywisty, i nawet prosty zjadacz komentarzy pod postami
    sie go domysli, jak rowniez goryczy slow, jakie padaly z moich ust
    nastepnego ranka — otoz kartonik na jaja byl podarty, jaj ani sladu,
    bo je kuna wydobyla spod tropiku (nie bojac sie zaru — bo w tropikach
    jest cieplo, tak sie uczylem na geografii), i kompletnie nie bylo z czego
    zrobic jajecznicy! czulem sie jak Krzys grany w radiu przez Materne,
    „nagle z mii…patrzy… w ogole nie mam matki” — owego epokowego
    nagrania mozna posluchac tutej: [wiadomoco]watch?v=TIjei7ZaeV0

    to tyle. moral jest taki, zeby chronic bialko przez zwierzakami. zagadka
    nie rozwiazana do dzis jest to, ze nie bylo tyz sladu po skorupach. no
    i tu, drodzy czytelnicy, pytanie nie cierpiace za przeproszeniem zwloki:
    zzarla ze skorupa? czy posprzatala? czy nosila trzy wielkie jaja do jakiejs
    nory, np. dla potomstwa? a jesli tak, to co, na tylnich lapkach lazla? czy
    moze to byl lis? wtedy pozarcie ze skorupko (nie mylic z aktorko Izo)
    wydaje sie byc wiecej prawdopodobne.

    moral drugi: wspialem na tym wyjezdzie co chcialem, i wlasciwie
    moge sie cieszyc, ze dozywilem jakies lesno-ziemne stworzenia.
    w koncu pochodzimy z przyrody i powinnismy o nio dbac.

    pozdrowienia, ciagle sie cwicze sie w pisaniu ze „zbednym
    omowieniem”, ale do wzorcow ciagle mi daleko. niemniej,
    kwiczenie czyni mistrzem, i tego sie trzymam.

  25. mlodedrwale pisze:

    nielicha historia wuju o tej kunie!

    „moge sie cieszyc, ze dozywilem jakies lesno-ziemne stworzenia.” i tu przypomniała się właściwie podobna, ale daleko bardziej smutna historia, jaką usłyszałem kiedyś od ojca! Otóż mieszkał on sobie pod namiotem nad Dunajcem, że namiot nie był zbyt ogromny, Ojciec postanowił żywność schować pod tropik coby zaoszczędzić miejsca w salonie namiotu. Położył się spać a rano zastał taką oto scenerię podtropikową: siatką z żywnością roztwarta, pół masła (ćwierćkilowego) zeżarta, a obok leży martwy karczownik ziemno-wodny!

    Co do kun, to ja się nie znam na ich zwyczajach, jak mistrz Miyagi wróci z sanatorium w Bełchatowie to się go spytam!

  26. b pisze:

    fajny przepis, tylko jak zmielić sezam, gdy się nie ma żadnego młynka?… :-(((

  27. wuj nat z zaswiatow pisze:

    b: polecam udanie sie do muzeum wojska polskiego u uzycie mozdzierza
    przeciwpiechotnego. mozna tez dla wzmozenia efektywnosci precedury
    uzyc zaklecia „sezamie, wymloc sie”.

    ewentualnie jesli do muzeum daleko, a ma sie do dyspozycji deske
    kuchenna i mlotek — wiadomo co robic.

    powodzenia!

  28. kerunk pisze:

    b: W przypadku zaistnienia sytuacji braku młynka, sezamu nie mieli się, a wrzuca w formie surowej tzn. cały krzak. Jako że większość sezamu pochodzi z Indii, przydaje się być Hindusem, żeby daleko nie chodzić. Jest to tym prostsze, że nie wymaga żadnych zezwoleń, (tamtejszej ludności i tak wciąż przybywa, także dodatkowej osoby nawet nikt nie zauważy), no i ma się całodobowy dostęp do świeżych roślin.
    Sam się o tym przekonałem, gdy ćwierć wieku temu chciałem zrobić szwagrowi sezamki, więc wybrałem się pieszo do Varanasi (drogą przez Siedlce, Brzozową Gać i Hrubieszów, bardzo polecam).

    smacznej chałwy
    Tatra Zawśe Beś Śwetra (primo voto: Wacław Antałek)

  29. wuj nat z zaswiatow pisze:

    a we-w-Czechach ciezko znalezc chalwe w sklepie. moze se
    kupie sezam i mjut i po prostu tak se pojem czy co? albo lepiej
    nie, bo jeszcze utyje czy jak, choroba…

    znad sterty kartek, ocierajac pot z czola i chlodzac grafit .7
    swojego wiernego olowka, pozdrawiam, i wracam do boju o
    prawdy ostateczne.

    (i, odpowiadajac na szydercze domniemania, nie zajmuje sie
    zbiorka makulatury (jeszcze nie… kto wie, co bedzie pozniej!),
    zajmuje sie jej produkcja! od tego jest wszak fizyka teoretyczna:
    biurko, papier, olowek, kosz na smieci. w opozycji do filozofii,
    gdzie nie ma kosza! : )

    • mlodedrwale pisze:

      Jesli chodzi o produkcję makulatury, to mi, operatorowi DTP chyba nikt nie dorówna (chyba że bardziej pracowity operator dtp)!

    • wuj nat z zaswiatow pisze:

      przypomina mie to lata dziecinne, gdy chcialem zostac operatorem
      koparki… wlasciwie blisko kopiarki, hehe.

      pozdrawiam z Pragobrzeznej Praszawy

    • kerunk pisze:

      A ja nie dowierzam. Ileż kart dziennie na zniszczenie przeznaczasz ? Podaj swe liczby !

    • wuj nat z zaswiatow pisze:

      za pozwoleniem, mowi sie „podaj cyfre”!

      moja cyfra na ten rok wynosi niemal pol
      ryzy na poltora miesiaca.

      a ‚destylat’ poki co opiewa na 15 stron…

      niezly jimpakt traktor? :)

  30. ktosiek40 pisze:

    wychodzi z tego taka mazia a chałwa ma mieć włókna ktore dodają jej kruchosci i smaku taką chałwę do niedawna produkowała ODRA ale sie sp…ło

  31. [pasek pisze:

    z tego wyjdzie mazia nie do jedzenia napisz jak zrobić taką chałwe jak robiła odra zanim się posuło ?

    • kerunk pisze:

      Odpowiadam w zastępstwie autora, który w ostatnich miesiącach intensywnie uczestniczy w konwencjach chałwiarskich na całym świecie (a, jak wiadomo, w krajach chałwotwórczych są problemy z dostępem do internetu):
      Po pierwsze: mazia to może być co najwyżej imię dla kota, i to raczej kota pośledniej kategorii.
      Po drugie: uwzniaślanie (w tym właśnie zapisie), czy może nawet deifikacja chałwy z Odry pachnie aż zanadto nie tyle ukrytą, co w pełni otwartą opcją niemiecką. I takim opcjom należy mówić stanowcze i gromkie: „chyba raczej niezbyt”, co też niniejszym czynię.
      Po kolejne lub też ostatnie: jak słusznie mówi Pismo – „po owocach ich czynów poznacie ich [chałwę]„. Nie ma więc po co wybrzydzać, albowiem stosując się do przepisu z pewnością otrzymamy wyrób zadowalający nawet najbardziej wybredne jelito.
      Czego niniejszym życzę, oraz pomyślności w świeżo napoczętym Adwencie.

    • wuj nat z zaswiatow pisze:

      Szanowny Panie Kolego, zgadzam sie w calej rozciaglosci — chalwa
      jest jak kawa, albo sie nie jada w ogole, albo malo i dobra (tzn. w przypadku
      kawy — pije), jak przyslowiowa kieszen pozwala.

      jednym slowem, jak w przypadku disco polo — odrobina zdrowego
      snobizmu nie zaszkodzi.

      tym chetniej powroce z czasowej emigrancji do naszego kraju, jako ze
      we w Czechach chalwy prozno za przeproszeniem szukac w zwyklem
      sklepie.

      pochwale sie jeszcze tzw. mimochodem, iz ostatnio polubilem bulki z
      kminkiem, co jeszcze kwartal temu bylo nie do pomyslenia — horyzonty
      myslowe jak widac ekspanduja!

      pozdrowienia z Prg,

      wuj

  32. absurdalna pisze:

    Taki spam zrobiliście w komentarzach tą pyskówką, że nie wiedziałam czy robić czy nie ale zrobiłam. I wyszło mimo, że w kuchni jestem okropną sierotą więc polecam. Szczególnie posiadaczom fabryki sezamu bo w innym wypadku chałwa wychodzi tylko o połowę tańsza niż kupna. Nawet zaszalałam i zamiast miodku dodałam sosu karmelkowego ale oczywiście nie wyszło lepiej niż z miodkiem. Dodałam też cukru pudru bo lubię w chałwie oryginalnej, że jest okropnie słodka. Najważniejsze, że pachniało i smakowało faktycznie chałwą co mnie mocno zdziwiło w stosunku do tak prostego sposobu wykonania. Także dzienks. :)

    • wuj nat z zaswiatow pisze:

      na rany Nieistniejacego, gdzie byla pyskowka? toz to tworczosc
      samorodna i autentyczna!

      nb. odstep czasu przerosl moje najsmielsze oczekiwanie — na gorze jest
      jeszcze jakas notatka z mojego pobytu w Hlavnim mest’e Praha sprzed
      2 lat :)

  33. kerunk pisze:

    Panno absurdalna – ponieważ obecnie przepełnia mnie iście ewangelijna afirmacja bliźnich, powiem jedynie, że nick Twój niebezpiecznie dobrze oddaje charakter wypowiedzi…

    Na osłodę podzielę się pewną ciekawostką, która i Ciebie – z uwagi na atencję dla cukru pudru – zainteresuje. Otóż dowiedziałem się ostatnio skąd się ten cukier wziął – rzecz dziwna, ale wynalazł go sam Mojżesz, co też osobiście opisał, w świeżo odkrytych zapiskach (wiem to od listonosza szwagra mojego teścia, który, chociaż mańkut, to jednak sobie samochód na raty kupił, a wiadomo, jak dziś trudno o dobrego Tarpana).

    Oto po raz pierwszy w przestrzeni internetowej skrywane przez wieki zapiski Mojżesza:

    Gdym wstał ze snu w mrok poranny
    dosyć miałem kaszy manny.
    Wołam brata: „Dalej, Bruder
    pójdź no, zrobim cukier puder !”

    Pozdrawiam i życzę najlepszego z okazji zbliżającego się Międzynarodowego Dnia Kota.

  34. ryzyk pisze:

    Proponuję nie prażyć ziarna przed zmieleniem. Proces wymusza gorzki posmak ziaren i zabija wartości odżywcze. Sezam przechowywać w lodówce.

    • kerunk pisze:

      Słusznie. Proces, który wymusza, a ponadto zabija, to jest proces zbrodniczy. Już pewna Kafka to kiedyś opisała, a był to ptak niegłupi.

  35. ~svann pisze:

    Szukałem przepisu na chałwę a trafiłem na iście dyskoriański dyskurs na siódmej chmurze… Niech Eris pobłogosłosławi wasze (po)twórcze myślotoki i niech syndrom Wielkiej Paszczy zawsze odnajdzie swe słodkie zaspokojenie… Przepis wypróbuję. I faktycznie, w chałwie coś trzeszczy i to nie UKF… Pozdrawiam
    ~svann

    • wuj nat z zaswiatow pisze:

      ~svann: za pozwoleniem, ino nie dysko! ja stary metal jestem…

      nb ciesze sie, iz blog zyje swoim zyciem mimo braku nowych
      wpisow, i pozdrawiam w pierwszym rzedzie Autora i Mistrza M.
      – o ktorym ostatnio przypomnialem sobie gdym przykrecil na
      bicyklu na korepetycje na dalekie Bielany — a tu normalnie siedzi
      na parapecie czarny kot z biala kropka na szyi. znaczy przy oknie
      sobie tak siedzial. a ze stare synapsy nie rdzewieja, to sobie
      normalnie przypomnialem i dzis zajrzalem i wlasnie pisze.

      to koncze juz, nie?

      w drugim rzedzie zasylam rowniez zapozdrowienia dla uczestnikow
      tej kulinarnej dyskusji,

      wuj n.

  36. New Webkinz pisze:

    for more click here…

    [...]we like to honor other sites on the web, even if they aren’t related to us, by linking to them. Below are some sites worth checking out[...]…

  37. a dupa rośnie pisze:

    Zobaczyłam Ten przepis, odnalazłam resztkę zakurzonego sezamu…zblendowałam, dodałam miodu..i o kurdele jaka ta chałwa jest zajebiaszcza!!!!!!! Super!!!

    • wuj nat z zaswiatow pisze:

      kurdle, nie kurdele.

      o tych sympatycznych istotach mozna przeczytac w wiekopomnym
      dziele S. Lema „Dzienniki gwiazdowe” oraz z „Wizji lokalnej”.

  38. luthien pisze:

    Chałwa jak chałwa, ale suchary tak suche, ze uśmiać się można :)

  39. barb01 pisze:

    O matko, dawno się tak nie uśmiałam czytając przepis i komentarze :)))) Teraz biorę się za chałwę a jak będzie stygła przeglądnę blog, na razie w celu poprawienia sobie humoru :))) a być może coś jeszcze upichcę… Gratulki za lekkie pióro i wspaniałe poczucie humoru :)

  40. Bolek pisze:

    To nie jest chałwa, tylko zmielony sezam z miodem!

    • wuj nat z zaświatów pisze:

      właśnie — czujemy się oszukani, przecież wiadomo, że chałwę zrywa się z drzew drzewa chałwowego!

    • kerunk pisze:

      Bolku – ze wszech miar słuszna uwaga, kłamstwo należy tropić i piętnować wszędzie, nawet – a może zwłaszcza – w kuchni. Inaczej następnym razem szczwany autor zaserwuje nam opis warzyw gotowanych w wodzie i nazwie to zupą!

  41. a grebilucha pisze:

    ale pych przeyszne

  42. blabla pisze:

    rok temu, na boze narodzenie przygotowalam chalwe wedlug tego przepisu i… w tym roku robie ja jeszcze raz, jest swietna!

  43. Cancan pisze:

    Pamiętam, jeszcze w latach 70-tych chałwę produkowano w zakładach w Brzegu Dolnym (ale już nie pamiętam nazwy firmy, może „Odra”). Była chałwa zwykła, czekoladowa i bakaliowa. Najlepsza była ta zwykła, dużo lepsza od dzisiejszej tureckiej. Palce lizać. Dziś już takiej nie kupisz. Nie wiem, czy te zakłady jeszcze istnieją, ale już od lat nie spotkałem od nich chałwy.

    • kerunk pisze:

      Drogi Cancanie, złowieszczo słodka Odra została już omówiona powyżej i nie ma co płakać nad upadłym przemysłem, chociaż trzeba przyznać, że koncepcja zgodnie z którą jesteśmy w stanie zrobić lepszą chałwę od Turków jest kusząca. Wobec tego pytanie: skąd według Ciebie tak smutny upadek chałwy tureckiej ?

  44. zaprawdu serce rosnie, to juz 6 lat, a sprawa zywa! zycze wsiem i wobec zajaca i jaj, np. z czekolady! i kurczaka, czy innej choinki!

Dodaj komentarz